07.15.07
Tydzień drugi
Trochę aklimatyzacji, trochę pracy, rozmów z ludźmi, nadszedł tydzień drugi.
Umieściłem zdjęcia na http://student.agh.edu.pl/~tptak/photo/2007/Ireland/
09.07.2007
Ranek jak każdy inny, znów nie wiedziałem, którą walizkę oddać, bo obie miały jednakową datę. Nial przyszedł do pracy pierwszy. Złośliwiec. Siedzę z boku i tłumaczę tekst.
Dziś mi już pokazano jak się konfiguruje Blackberry (takie cacko komórkowe co maile odbiera i ma chyba pełną klawiaturę) oraz jak się włącza kompy do domeny. Nie żebym miał móc to robić.
Przyjechał facet z Della wymienic płytę główną w kompie. W zeszłym tygodniu od poniedziałku czekali na jakąś reakcję, bo to już druga awaria w jednym kompie. Poczatkowo powiedziano im, że gwarancja minęła i trzeba zapłacić coś koło 450 euro, potem zadzwonili, że zrobią to za darmo. W coś koło dwoch minut gość wyjął starą płytę i wpiął nową. Nawet kurtki nie zdjął, śrubokręt wyjął z kieszeni. Ciekawe czy robią sobie w firmie zawody na czas, bo gość jest na serio szybki.
Fajnie planują zawartość obudowy w Dellu. Wszystko ma swoje miejscie, każdy element jest łatwo dostępny.
Dostałem właśnie moją kartę magnetyczną. Jestem pracownikiem numer 11522. Już czuję się numerem ;]
11:23 – zaczęło padać.
Ciągle pada. Jest 15:00. Właśnie wydrukowałem wstępne tłumaczenie tekstu, zobaczymy co z tego wyniknie. Mam zadzwonić do Cathriny pod numer 530, ale zajęte.
Rozmawiałem z Cathriną. Rozwiała trochę moich wątpliwości, jeszcze muszę poszukać, popróbować, jeśli się uda, powinno być gotowe jutro albo pojutrze.
Caly wieczór jest tragiczna pogoda, nic mi się nie chce. Umówiłem się z eleanor, że pójdziemy na Shreka trzeciego. Zapisałem się na paintball z ludźmi z firmy. Koszt 10 euro, plus ok. 50 od firmy. Niezła oferta. Nial obiecał mi pożyczyć buty stare, bo szkoda mi moich, a on ma jakieś korki, z których już nie korzysta. Zrobiłem pranie małe.
10.07.2007
Jestem w pracy. Dziś przyszedłem na miejsce zbiórki ostatni, bo jeszcze musiałem uprasować koszulę. Victor wyjątkowo też przyszedł z samego rana.
Moja karta dziś mnie „wypisała” z pracy. Możliwe że od chwili rejestracji przez Niala pracowałem na zegarze. Zaraz idę się wklepać na nowo, i tak będę przed wszystkimi. Ciekawe, czy płacą za nadgodziny
Zdaje się, że Nial ma w tym pokoju głos decydujący w większości spraw, jakiś taki autorytet nad pozostałymi. Gdy czegoś nie wiadomo, pytają Niala. Z resztą pewnie nie jest przypadkiem, że ma tapetę z certyfikatów Microsoftu nad biurkiem.Byłem w fabryce, montowali telefon w pokoju z frameworkiem.
11.07.2007
Co za dzień… Wszyscy senni, nikt nic nie mówi. Dostałem konto w helpdesku i zlecenia do wykonania. Przekopałem magazyn w poszukiwaniu drukarek.
Komputer, który nie działał wczoraj, został dziś na nowo zainstalowany. Muszę ściągnąć dla niego sterowniki.
Podpięli mi laptopa do sieci, ale chyba wygląda na to, że nie będę mógł korzystać już z gg i takich tam. Zobaczymy.
Wreszcie coś normalnego. Caolm, gość, który organizuje paintball, przyszedł dziś z umową, i z zasadami korzystania z komputera i sieci. Skończyłem kopiować płyty – 45 kopii w dwa dni, teraz to cholerstwo trzeba podpisać… Jeszcze będę chyba lobbował, żeby wprowadzić naklejki na płyty, bo nie chce mi się tego cholerstwa przepisywać…
12.07.2007
Zaspałem! Bateria padła w telefonie i wstałem godzinę za późno.
W pracy niewiele ciekawego – sprawdzałem czy drukarki działają, zacząłem przekopywać pudła z programami i dokumentacją komputerów ludzi, którzy odeszli kilka lat temu na emeryturę.
Zostało jakieś 12 pudełek i sterta dokumentacji. Zastawiliśmy Shane’owi biurko tym, dodalismy kilka na krzesło i ze dwa pod biurko, bo nie było go dziś w pracy. Był na spotkaniu w sprawie VMWare w Dellu. Przy okazji Alan i Nial opowiedzieli mi, jak kiedyś schowali mu komputer i monitor jak był na urlopie i zastąpili jakimś kobylastym rzęchem z Windowsem 95 i nie mniejszym monitorem.
Wieczorem przygotowałem się do paintballa i obejrzałem kawalek drugiej połowy meczu z Argentyną. Mi się nawet podobała ich gra.
13.07.2007
Wstałem na czas!
Shane przyszedł niewzruszony i ze swoim niezniszczalnym spokojem poskładał pudełka z boku. W pracy kontynuowałem z pudełkami, te opróżnione przeniosłem z biurka Shane’a do magazynu. W ogóle chyba będę musiał sprzątnąć magazyn, bo mają trochę syfu tam. Pewnie przy tym wykorzystam zlecone mi w helpdesku zadanie utylizacji starego sprzętu komputerowego.
Wróciłem szybko do domu, przebrałem się, wrócilem do firmy, pojechaliśmy do Pudden Hill. Tam ludzie się zebrali, poznałem Stana i Adama (z Polski). Dostaliśmy kombinezony, maski. Dobrze, że Nial pożyczył mi buty z korkami, inaczej jeździłbym bardzo. Generalnie zasada jest prosta – trafić kogoś. Ale zazwyczaj są scenariusze. Zaczęliśmy od „Złap flagę”, drużyna która weźmie flagę ze środka i postawi w stojaku przed swoją bazą, a flaga zostanie tam przy końcu czasu, wygrywa. Ten przegraliśmy, potem twierdza – obstrzeliwujemy przeciwników siedzących w twierdzy – wygraliśmy. Potem obstrzeliwują nas – też wygraliśmy. Potem zdobyć bombę od przeciwnika z bazy też w obie strony – obie wygrały defensorzy, ale my dotarliśmy do bazy. Mam kilka siniaków, zmęczyłem się, ale było bardzo przyjemnie.
Potem w Black Bull Inn byliśmy na spotkaniu. Nial musiał iść zanim ludzie się zeszli, ale generalnie było fajnie, za wszystko płaciła firma, więc tym milej, bo jak wiadomo, zgodnie z rynkowymi cenami, napoje bezalkoholowe kosztują więcej niż napoje alkoholowe, podawane w większych ilościach, takie jak piwo i cider. Do domu wróciłem ok. 3:00. Eleanor jeszcze nie było. Okazało się, że poszła do The Earth Club, gdzie bym się znalazł, gdyby nie zdecydował się wrócić. Colm mnie podwiózł do domu, bo nie chciał, żebym wracał pieszo w środku nocy.
14.07.2007
Obudziłem się po 12:00. Sprzątnąłem nieco, przeszedłem się do miasta, porozmawiałem z Gosią, z Hubertem. Nic ciekawego.
Wieczorem obejrzałem kilka filmów w telewizji.
15.07.2007
Wstałem o 11, poszedlem na 12:15 do Kościoła p.w. Św. Augustyna. Dziś na Mszy było sakro polo.
Rozpracowałem gazetkę parafialną. Dostają kartkę A3 z nadrukiem na zewnątrz, z myślą dotyczącą dnia i z modlitwami z dnia, a sami dodrukowują dwie strony środkowe i zaginają. Sprytne.
Poszedłem na basen. Na pierwszy rzut oka wydaje się mniejszy od Ożarowskiego, ale chyba jest tylko węższy. Niby pływanie z godnie z ruchem wskazówek zegara, ale ludzie równo to ignorowali, więc co jakiś czas trzeba było się z kimś wyminąć. I woda brudna, na połowę basenu nie było widać. Tu też jest kręgielnia. Może się kiedyś przejdę, jeśli uda się wyciągnąć Stana i Adama. W każdym razie Leisure Centre, w którym jest kręgielnia, jest mniej więcej po przekątnej na drugim końcu Droghedy. W drodze powrotnej kupiłem sobie pizzunię na obiad (takie malutkie coś o średnicy koło 15-20 cm).
Przed chwilą obejrzałem sobie z Eleanor Simpsonów – dwa odcinki, ale ona jest zmęczona, więc jak usnęła, poszedłem na górę do kompa. Za oknem zaczął się jakiś koncert bluesa. Całkiem fajnie grają, więc otworzyłem szerzej okno i mam koncert za friko. Nie wiem gdzie dokładnie grają, ale jest trochę ludzi tam.
Koncert się skończył koło 22:30, ja wypiłem herbatkę i szykuję się do snu.