08.08.07
Tydzień piąty
30.07.2007
Nieco przyspałem z rana, tzn. Wstałem o 6:40, ale o 7:20 byłem pierwszy na miejscu zbiórki. Nie do końca rozumiałem kierowcę, ale chyba jego ojciec (?) pracuje tu w biurze.
Backup się zrobił, trochę maili poblokowało, zabrałem się za uzupełnianie tego pamiętnika, bo trochę zaniedbałem od piątku.
Shane przeniósł robienie backupów z tygodnia na sobotę, żeby ominąć całkiem konserwację serwera pocztowego, może dzięki temu przyśpieszy.
Zacząłem sprawdzać komputery, tak jak to uzgodniłem z Alanem. Większość jest sprawna, co najwyżej brakuje w nich jakichś komponentów – ramu, taśamy do dysku, takie tam. Trochę czasu to zajmuje, ale nie narzekam, przynajmniej mam zajęcie.
Dużo tu tego. Najgorszy był stary serwer stron, z tego co zrozumiałem. Myślałem że się w pół przełamię przy przenoszeniu do pokoju.
Jutro spróbuję jakoś odpalić NAS ( http://pl.wikipedia.org/wiki/NAS_(informatyka) ), jeszcze nie wiem jak, ale spróbuję. Pewnie będę musiał wykombinować jakiś switch, bo tu nie ma skrętek scrossowanych, a sam sprzęt ma trzy porty wejścia-wyjścia: COM i dwa CAT-5.
Jest już 16:10, więc nie zabieram się za większą robotę. Przejrzałem większość komputerów, zostały cztery, przy czym nie ma klawiatur i myszek na usb, żebym mógł dwa z nich sprawdzić.
31.07.2007
Nudny dzień bez robienia czegokolwiek szczególnego. Sprawdziłem ze dwa komputery, podpiąłem NAS, ale tylko udało mi się wejść do menu BIOSu i nie udało się podłączyć, żeby sprawdzić, co tam na samym serwerze.
Wieczorem nie wyszedłem nigdzie, niczego nie poczytałem, trochę forum i tyle.
01.08.2007
Jaki miły dzień. Rano do pracy, w pracy robiłem listę rzeczy do wyrzucenia, zapłacili mi za dwa tygodnie.
W pokoju oszaleli na punkcie jednego ze starszych wtf – o kopiach zapasowych ( http://worsethanfailure.com/Comments/A-Backups-Backups-Backup.aspx ). W efekcie chyba dojdzie do tego, że wprowadzą robienie kopii zapasowych na dyskach oprócz taśm. Ciekawie ;]
Popołudniu zebrałem się wreszcie na basen i siłownię, ależ byłem zmęczony! Zjadłem sobie salatkę w McDonaldzie.
02.08.2007
Zaspałem przez tą siłownię, wróciłem do domu o 23, Eleonora już spała. Do pracy pojechalem taksówką.
Dziś nie mam niczego do zrobienia, muszę coś pokombinować.
WooHoo! Ktoś potrzebował laptopa, odpaliłem, nie chciał zalogować się na domenę, zalogowałem jako admin, zainstalowałem PowerDVD i ustawiłem płytę na osobę, którą chcą wybrać na jakąś reklamówkę. Ależ atrakcja. Przynajmniej coś zrobiłem, dzień nie jest stracony.
Próbowałem znaleźć, ile dodatkowych danych dorabia system podczas codziennej konserwacji – to mogło być przyczyną spowolnienia robienia kopii zapasowych.
Z nudów zacząłem planować wyjazd na zachód, zobaczymy co z tego wyjdzie:
-do Galway
-z Galway do Knock
-powrót do Galway
-z Galway do Limerick
-z Limerick do Fahan (Slea Head)
-z Fahan do Cork albo do domu
-z Cork do domu
03.08.2007
Dziś nigdzie nie zaspałem. Od rana w pokoju toczą się admin wars – Shane i Nial kombinują ze swoimi uprawnieniami, który kogo zablokuje skuteczniej. Shane nawet nieźle z tego wyszedł.
Dostałem odpowiedź w helpdesku odnośnie wyrzucenia sprzętu, mam dziś usunąć dyski – trzeba będzie przejrzeć, co poleci a co zostanie do końca.
Lunch był na zewnątrz, jak zwykle.
Wieczorem jeszcze próbowałem coś zaplanować.
04.08.2007
Rano stwierdziłem, że nigdzie nie jadę. I słusznie, nie było sensu jechać w ciemno. Porozmawiałem z rodzicami, z Gosią, poszedłem do sklepu i kupiłem jajka oraz kilka rzeczy na śniadanie i obiad. Jak okazało się, niedzielny i poniedziałkowy. Śniadaniem się tak nażarłem, że wieczorem zjadłem tylko jakieś owoce i tyle.
Pojechałem do Newgrange. Na miejscu okazało się, że Newgrange wyprzedane, ale jest jeszcze Knowth. Na miejscu zawrócili kilkoro osób, odmawiając miejsc na wycieczki. Podchodzę. Okazało się, że zostało jedno miejsce na Newgrange, więc grupkom mówili, że nie ma. No to poszedłem na Knowth (teletubisiolandia neolityczna) i Newgrange (też ciekawe). Lepiej, bez legitki dostałem zniżkę studencką (jak to pan powiedział, starożytni bogowie pochylili się nade mną i obdarzyli szczęściem, bo nie dość że się załapałem na ostatnie miejsce na wycieczce, to jeszcze zniżkę dostaję). Po wyjściu nie było już autobusów, ale zamówiłem taksówkę, którą wróciłem z grupą Czechów. Wyszło 2,5 euro na osobę. Słitaśnie.
05.08.2007
Sunday standard package. Tylko rano lało, jak nigdy rano. Po basenie już nie padało. Eleonora chciała mnie wyciągnąć do pubu ze znajomymi, ale mi się nie chciało, więc nie poszedłem. Obiad był dobry (kurczak w ostrym sosie chińskim i młode ziemniaczki zapiekane w serze i boczku.
izamikino said,
08.11.07 at 18:58
żeby nie było - przebrnęłam przez wszystko! ;]
dlatego się wpisuję - coby ślad był ;]
huh… ale Tomaszu - ciężko było (z tym czytaniem) ;p
pozdrawiam :* ^^
tptak said,
08.11.07 at 19:03
Spokojnie, teraz już będzie mniej ;]
Gosia said,
08.13.07 at 9:54
Izuś jeśli czytałaś wszystko na raz to było tego trochę.
Tomku jakoś mniej teraz piszesz…