10.27.08

Freebase - rychły koniec Wikipedii?

Posted in Tech, Web 3.0 at 18:01

Nie tak dawno temu dostałem od znajomego link do screencasta, który można obejrzeć poniżej.

Read the rest of this entry »

10.22.08

Odkurzamy

Posted in Kuchnia at 11:16

Aby wreszcie przywrócić życie blogowi, zamieszczam mój super hiper ściśle fajny przepis na muffinki. Określenie “mój” jest mocno naciągane, gdyż zmiksowałem dwa przepisy i wyszło coś niegłupiego.

Read the rest of this entry »

06.10.08

Z Eurowizji

Posted in Tech at 2:39

03.27.08

Jak gdyby nigdy nic, o Sonific

Posted in Tech at 18:54

Tak, wiem, że ostatni wpis był ponad pół roku temu. Wiem że w tym czasie np. Microsoft otworzył stare formaty z Office’a, zacząłem bawić się w Google Docs, Lotus Notes się niczego sobie rozwija, że minął semestr zajęć, że jutro mam oddać projekt z systemów rozproszonych (pozdrowienia dla Pana Cały).

Chciałem jedynie zwrócić uwagę, że w Sonific już są wielcy, tacy jak np. : Read the rest of this entry »

09.19.07

Kolejny gracz w pakietach biurowych

Posted in IT at 9:16

Nowe wieści z terenu oprogramowania biurowego. Read the rest of this entry »

09.08.07

Test Sonific

Posted in Tech at 13:28

Zarejestrowałem się swego czasu na serwisie sonific.com. Założenia ciekawe - udostępniają muzykę, można robić widgety, takie tam.

Teraz jest też dostępna opcja dodawania playlisty do widgeta. Zobaczymy, co to cacko potrafi ;] Read the rest of this entry »

08.28.07

Biurowe szaleństwo pakietów?

Posted in IT at 14:20

Trwają dyskusje nad oceną MS Office 2007, wydanym w tym roku, ale daje się dostrzec, jak wiele ostatnio się zmieniło w kwestii pakietów biurowych.

Read the rest of this entry »

Tygodnie szósty, siódmy i ósmy

Posted in Irlandia at 12:13

Dziś hurtem, bo zaniedbałem się nieco. Z drugiej strony nie działo się za wiele, ale zawsze coś.More...

06.08.2007

Miałem jechać do Wicklow, ale mi się nie chciało. Uzupełniłem zapasy w sklepie i wróciłem do domu. Spędziłem trochę czasu z Eleonorą, Betty i Pat, ciocią Eleonory. Pat uczy religii w liceum zdaje się. Poza tym sobie pogadaliśmy, dowiedziałem się, że Nialowi mieli nie przedłużać umowy, ale Alan i Shane walczą o to, żeby przedłużyli, bo boją się, że nie dadzą we dwójkę rady. Dowiedziałem się, że za mieszkanie w dwójce na kampusie płaci się tu za rok akademicki 5000 euro. Student polski chyba mniej wydaje na wszystko w sumie w roku akademickim. Chyba nawet mniej niż połowę. No, może co student to inna polityka budżetowa.

Dowiedziałem się, że w Droghedzie na parafii jest od niedawna nowy ksiądz z Polski, młody jakiś. Pat obiecała mi wykombinować do niego numer. I tak zrobiła.

Błogie nieróbstwo większość dnia. Na obiad reszta ziemniaków, do boczku dodałem kurczaka resztę. Opróżniłem większość niedokończonych opakowań.

07.08.2007

Ledwo się zebrałem. Tak mi się nie chciało. Nie zdążyłem zjeść śniadania, wypiłem trochę mleka.

Jeszcze w busie i potem w biurze rozmawiałem z księdzem Piotrem. W środę mam się z nim spotkać.

W pracy okazało się, że prawdopodobnie przez piątkowe wygłupy Shane’a i Niala nie zrobiły się kopie zapasowe, bo konto było zablokowane dla programu i nie mógł się dostać nigdzie. Dziwne, bo ja się zalogowałem, a nie powinienem byłem. W każdym razie zrobił się burdel, bo nie wysłałem pustej walizki z taśmami. Jutro mam wysłać dwie.

Powyjmowałem resztę dysków, trzy SCSI, trzy IDE i jeden mały IDE chyba (laptopowy). Wyjąłem też kilka taśm IDE i kilka SCSI. NAS pozostał nietknięty na ew. Potrzeby Shane’a do VMWare’a.

Ktoś wygrzebał artykuł, że IBM przenosi swoje 4000 serwerów na 30 własnych mainframe’ów w ramach jakiejś akcji oszczędzania energii. Ponoć roczne oszczędności mają być rzędu 250 mln dolców. Poza tym niesamowity marketing, w końcu firmują swoją serię Z (mainframe’y) jako wzór stabilności i niezawodności, a jak można lepiej to pokazać niż samemu z niej korzystać?

Dostałem maila z poprawkami od Stana. Jeszcze dodałem polskie literki i usunąłem dwie literówk i posłałem. Od razu na czwartek się na kręgle i piwo/soczek umówiłem ze Stanem. Będzie fajnie.

Wieczorem błogie nieróbstwo większość czasu. Skype. Na kolację makaron z kawałkami żywieckiej, pomidorów, sera, ketchupem, sosem sojowym, podsmażone. Smaczne nawet. Okazało się, że Eleanor nie zna nawet System of a Down… Nie słyszała „Lonely Day”. Chyba u nich mniej reklamują muzykę niż u nas. Przynajmniej na Roling Stones może pójdę w ostatnią sobotę w Irlandii, jeśli Eleonora wykombinuje bilety od Taty.

08.08.2007

Za tydzień mam urodziny. Ktoś dziś też miał, ciastek nakupował.

Backupy bez problemu dziś, tylko powrotna stalowa walizka (wysłana dziś a nie wczoraj) została zastąpiona tekturowym pudełkiem. Jedna z taśm miała inny numer niż na raporcie, ale Nial kazał to zignorować.

Komputer, ktorzy wczoraj zacząłem stawiać od nowa, miał jakiś problem z BIOSem. Wyjęcie baterii pomogło.

Przyszły klawiatury i myszki na USB z Della (zamówione 3 tygodnie temu…). Jak się jeden wiatraczek zepsuł to faceta do wymiany z nim nazajutrz wysłali.

Hurra, będę robił coś pożytecznego! Mam zostać przeszkolony, aby obsługiwać helpdesk. W sumie mogliby mi dać jakieś uprawnienia, żebym nie tylko zgłaszał, ale i obsługiwał.

Po pracy wysiadłem koło kościoła, poszedłem od razu do księdza. Było ok, porozmawialiśmy, przeszliśmy się do miasta na smoothie i właściwie tyle.

09.08.2007

Prawie zaspałem, obudził mnie sms od Gosi. Zdążyłem na busa.

Ciąg dalszy wojny Shane’a z Nialem. Tym razem Shane zaczął od zablokowania konta Nialowi, ale Nial wykonał arcydzieło. Wypiął Shane’a kabel sieciowy w serwerowni, żeby Shane widział wpięty kabel, uruchomił switch, który nie był nigdzie dalej podpięty i wpiął tam kabel, co sprawiło, że Shane widział, że jest wpięty do sieci, ale nie mógł się z nią komunikować. W kazdym razie przekopał konfigurację kompa, serwerów, nie znalazł, dopiero Nial mu pokazał co zrobił.

W pracy nic do roboty.

Wieczorem poszedłem ze Stanem na kręgle. Było fajnie, nawet przestałem walić kulą w parkiet, nawet jednego strike miałem i ze trzy spare. Potem poszliśmy do pubu, posiedzieliśmy nad 7up i Lucozade, pogadaliśmy.

Wróciłem do domu przed 23, zmęczony bardzo.

10.08.2007

Mam jechać z Shane’em do Cabinteely, coś tam jest do zrobienia. W pracy nie mam niczego do zrobienia, co najwyżej rozmawiam o różnych rozwiązaniach problemów.

Zaraz przełączę na ubuntu, żeby spróbować jeszcze raz uruchomić net z modemu.

Nie udało się zainstalować modemu, jest jakiś konflikt pakietów.

W Cabinteely poznałem Paulę Good. Poza tym zamontowaliśmy jedną stację dokującą dla laptopa. Potem Shane mnie odwiózł na przystanek czerwonej linii tramwajów. Pojechałem do centrum, ale pogoda się zepsuła więc pojechałem prosto do domu.

11.08.2007

Nigdzie nie szedłem, zacząłem się uczyć. Wieczorem zamówiłem sobie na wynos kurczaka z Chicken Hut

12.08.2007

Zrelaksowałem się w saunie i jaccuzzi czy jak to tam się pisze – na basienie po siłowni.

Znalazłem sklep z polskim żarciem, w tym były jeżyki, ogórki kiszone, chleb małopolski, Vegeta, takie tam.More...

13.08.2007

Rano jak zwykle nic do roboty. Trochę maili do odblokowania. Znów się nie postarali, niczego śmiesznego nie wysłali :P

Zacząłem robić porządki w komputerze, usuwam Office, bo mi się licencja skończyła.

Zacząłem naukę obsługi WinAPI.

14.08.2007

W pracy absolutna nuda. Wczoraj jeszcze zepsuło się połączenie z siecią, Vista postanowiła przestać wykrywać modem po tym, jak usunąłem MS Office… Złośliwa bestia. Acha, czy wspomniałem jeszcze o tym, że poprzednia, nota bene nieudana i przerwana automatycznie, próba odtworzenia systemu z partycji ukrytej zniszczyła… partycję ukrytą? Nie mam z czego odtworzyć systemu. We wrześniu pogadam sobie z Lenovo, mam nadzieję że się wykażą lepiej niż ich partycja.

Popołudniu poszedłem po ciastka i cukierki na jutro.

15.08.2007

Ach, urodziny. Juz tylko 41 lat do emerytury, ależ ten czas leci. Jeszcze się nie obejrzę, a już będę szukał moich tabletek na już marną pamięć.

W aucie poczęstowałem ludzi słodyczami, potem wyłożyłem trochę na talerzyk w kuchni i na drugi, u nas w pokoju. Co chwilę ktoś przychodził i pytał czy to moje urodziny, ale jakoś tak niemrawo.

Dostałem trochę pracy więc grzebałem w uprawnieniach i takich tam.

Pod koniec pracy przyszedł Nial i zapytał, czy ktoś nie chce na kawę. Ja na to, że już wypiłem dość na dziś. On na to, że tu chodzi o to, żebym chciał na kawę, bo są ludzie w kuchni :P No to poszedłem. TORT MI KUPILI! Miło mi było. Pokroiłem, wszyscy wzięli i w ogóle.

W domu okazało się, że Eleonora nie wiedziała o moich urodzinach. Zdziwiłem się, myślałem że jej mówiłem, ale to pewnie efekt mojej fobii, czy przypadkiem nie powtarzam się, w efekcie czego wielu ludziom mówię mniej niż normalnie.

16.08.2007

Z ciekawszych rzeczy byłem na basenie.

17.08.2007

Nic ciekawego.

18.08.2007

Byłem w Dublinie, pokupowałem upominki i inne takie, spotkałem się z Basią, poszliśmy do kina na „Hairspray”. Trochę przerobiony, ale i tak niezły ;]

Gdy czekałem na Basię, dopadł mnie „instruktor jogi” i wcisnął jakąś książeczkę z Towarzystwa Świadomości Krsna. Była bez większego sensu we wstępie, trochę manipulacji, kilka narzuceń. Chyba ją wyrzucę.

W drodze powrotnej w autobusie okazało się, że jechały dwie Polki i Polak – kierowca. Porozmawialiśmy sobie trochę, było nawet sympatycznie. Kierowca był w wojsku, ale odszedł i przyjechał do Irlandii, jedna dziewczyna była tu od dwóch lat i nie zamierza wracać, ale chyba przeniesie się do Hiszpanii, a druga zastanawia się nad pozostaniem tu, bo przyleciała tylko na wakacje, ale jest ostatnią z domu w Polsce – wszyscy już na stałe przenieśli się do Irlandii, a ona studiuje i rozważa wzięcie dziekanki. W Droghedzie okazało się, że jeden gość przespał Balbriggan i obudził się w Droghedzie dopiero. Na szczęście akurat był ostatni autobus do Balbriggan obok.

Eleonora była na koncercie Rolling Stones w Slane i spała u siostry.

19.08.2007

Standardowa niedzielaMore...

20-22.09.2007

Nic ciekawego, różne takie tam.

23.09.2007

Dziś w firmie poszedł mail, że Stan się żeni. Z tej okazji było spotkanie w McPhails (obecnie znany jako Mathews, na Laurence St). Było sympatycznie, pogadaliśmy sobie, Było kilkanaście osób. Głównie rozmawiałem ze Stanem, ale też trochę z Jasperem i Camilą. Camila jakoś teraz wraca do Danii. Jasperowi zostało chyba jeszcze kilka miesięcy. Była też jakaś loteria, Barry wygrał zniżkę na buty u Paddy’ego Dwyera na Shop Street (tam sobie kupiłem buty). Pub zamknęli ok. 1:00. Oni poszli do The Earth jeszcze, ja postanowiłem wrócić do domu.

24.09.2007

Nijak się nie wyspałem, dziś było spotkanie administratorów i miałem niemały trud z nieuśnięciem na nim. Dobrze, że przerwa była.

Dziś też wziąłem pudełko z firmy, żeby część rzeczy przesłać wcześniej. To było szaleństwo. Spakowałem wszystko, wezwałem taksówkę. Była 17:00, do 17:30 poczta otwarta. 20 minut jechaliśmy na Mary Street. Na miejscu okazało sie, że nie mają ani papieru, ani taśmy, żeby zapakować paczkę. To poleciałem do sklepu naprzeciwko, musiałem kupić dwie rolki taśmy, bo tylko tak zlepione sprzedawali. W każdym razie zapłaciłem za paczkę, opakowałem, w tym czasie wszystko zamknęli, a listonosz zbierający pocztę ze skrzynek czekał już tylko na mnie, oddałem i udało się. Mam tylko nadzieję, że dotrze przed piątkiem. Paczka miała 10 kg, więc powinienem jeszcze przed nadbagażem zmieścić to i owo w torbie ;]

A jest co: http://www.gepr.net/bodhran.gif – tzn nie mam, ale chciałem sobie kupić, trochę choruję na bodhrana, ale tylko na 19-calowego (52,5 cm średnicy) – jest obłędny. Może będzie w Guiness Shop w strefie bezcłowej i będzie możliwość wzięcia go jako drugi bagaż podręczny? A jeśli nie, spróbuję przekonać rodziców, żeby mi przywieźli, jak będą kiedyś w Irlandii. Nawet jeśli nie będę na nim grał, to spędziłem tu dwa miesiące, chciałbym mieć stąd coś więcej niż paczkę dobrej kawy i płatków śnadaniowych. Nawet jeśli zawiśnie na ścianie.

25.08.2007

Dzień niemocy. Sprzątnąłem pokój, łazienkę, wyrzuciłem dwa pudełka śmieci(wyrzuciłem książkę z Towarzystwa Świadomości Krszna). I w zasadzie to na tyle. OK, mogę jeszcze dodać że nie wierzę, że podłoga była u mnie w pokoju starta przed moim przyjazdem.

26.08.2007

Standard - kościół, basen. Tylko Polaków więcej niż zwykle, musieli wrócić z wakacji. Na lunch poszedłem zjeść kanapkę w Subway. Wystarczyła za kolację jeszcze ;]

Ubiłem sobie śmietanę, potrząsając buteleczką, jest trochę inna niż polska czterdziestka. Kupiłem truskawki i maliny, to miałem deser.

08.08.07

Tydzień piąty

Posted in Irlandia at 13:43

Zapraszam do czytania Read the rest of this entry »

08.02.07

Tydzień czwarty

Posted in Irlandia at 11:09

Coraz mniej nowego, ale zawsze coś. Read the rest of this entry »